PARTNERZY

  • muzeumsportu
  • MSWiA
  • hurra
  • Aura
  • firma
  • mjp

PATRONI MEDIALNI

  • maratony polskie
  • maratonczyk

OFICJALNY PRZEWOŹNIK UCZESTNIKÓW

PROJEKTU
POLSKIE HIMALAJE

qatar

niepodlegla

ELISABETH REVOL: KREW WYCIEKAŁA Z UST TOMKA

revol tomek "Niezwykła przygoda, która zamieniła się w dramat" - tak określiła wydarzenia na Nanga Parbat Elisabeth Revol. Uratowana przez polskich himalaistów Francuzka, która wróciła już do kraju i przebywa w klinice w Sallanches, opowiedziała agencji AFP przebieg zdarzeń. W bardzo oszczędny, skoncentrowany na szczegółach technicznych sposób wróciła do tego, co wydarzyło się przed i po zdobyciu przez nią oraz Tomasza Mackiewicza Nanga Parbat (8126 m).

Jak przypomniała była to jej czwarta, Mackiewicza siódma, a ich wspólna trzecia próba zimowego wejścia na "zabójczą górę". O Polaku mówiła wciąż w czasie teraźniejszym, określiła go jako himalaistę-pasjonata, doskonale zaznajomionego z tą górą.


Kiedy dotarli na wysokość ponad 7000 m "byliśmy wtedy w dobrej kondycji" - zaznaczyła. Pod wierzchołkiem Nanga Parbat znaleźli się o godz. 17.15. Mimo wahań nie potrafili opanować ogromnej chęci, by zdobyć szczyt jeszcze tego samego dnia (25 stycznia) i zdecydowali się kontynuować podejście. Po 45 minutach byli już na nim - relacjonowała.


Wtedy zaczęły się problemy. "Tomek powiedział mi: 'nic nie widzę'. Nie zostaliśmy na szczycie nawet sekundy. To była ucieczka w dół" - wyznała agencji AFP. Mackiewicz trzymał się jej ramienia i w tej sposób rozpoczęli - jak podkreśliła - "bardzo długie schodzenie na terenie więcej niż trudnym, do tego w warunkach nocnych".


"W pewnym momencie nie mógł już oddychać, zdjął osłonę, którą miał na ustach i prawie natychmiast zaczął zamarzać. Jego nos stał się niemal natychmiast biały, podobnie ręce i stopy" - mówiła z rozpaczą w głosie. Zatrzymali się na dnie zagłębienia, w którym próbowali znaleźć osłonę od morderczego wiatru. Mackiewicz nie miał już sił, by wydostać się z tej szczeliny i zejść do obozu. O świcie sytuacja stała się tragiczna.


"Krew nie przestawała wyciekać z jego ust. Symptomy ogólnej opuchlizny, będącej ostatnią fazą choroby wysokościowej, hipoksji hipobarycznej, która jest konsekwencją przebywania na dużej wysokości i niedotlenienia, wskazywały, że szanse na przeżycie Tomasza są niewielkie" - wspomniała.


"Zawiadomiłam kogo tylko mogłam, że Tomek nie ma sił zejść samodzielnie niżej" - dodała. Zaczęła się wymiana wiadomości, które miały pomóc w zaaranżowaniu pomocy. Niektóre z nich nigdy nie dotarły, co jeszcze bardziej komplikowało sprawy - wskazała "Eli" w rozmowie z AFP.


"Powiedziano mi: 'jeśli zejdziesz do 6000 m, będzie można zgarnąć ciebie, a Tomka z wysokości 7200 m przy użyciu śmigłowca'. Tak to było" - wyznała. Mackiewiczowi miała tylko powiedzieć: "Słuchaj, helikoptery przybędą tu późnym popołudniem, a ja muszę zejść; one tu dotrą, by ciebie zebrać".


Z jej słów wynika, że wysłała jeszcze dokładną lokalizację Tomka z użyciem GPS, a następnie postarała się go "opatulić, jak tylko mogła".


"Schodziłam z myślą, że wszystko się dobrze skończy. Niczego nie zabrałam - ani śpiwora, ani namiotu. Niczego. Śmigłowce miały dotrzeć po południu" - wyznała. Ale śmigłowce nie przybyły - napisała w komentarzu AFP.


Kolejną noc spędziła w skalnej szczelinie, podobnie jak Mackiewicz, na dodatek bez żadnego wyposażenia. "Kryłam się w tej jamie i cała się trzęsłam z zimna, ale moja sytuacja nie była beznadziejna. Bardziej obawiałam się o Tomka, który był o wiele bardziej osłabiony niż ja" - powiedziała.


Revol zdradziła AFP, że po raz pierwszy w życiu miała halucynacje, których do tej pory udawało się jej w górach uniknąć. Wydawało się jej, że ktoś przyniósł jej ciepłą herbatę, a "w ramach podziękowania będzie musiała zdjąć i oddać swoje buty".


Postanowiła pozostać na wysokości 6800 m, by nie tracić sił i chronić resztki ciepła. "Słyszałam z daleka lot śmigłowca poniżej lodowca, ale był zbyt daleko, a poza tym zaczął wiać silny wiatr" - nadmieniła.


Gdy dotarła do niej wiadomość, że helikopter nie przybędzie wcześniej niż nazajutrz i że będzie musiała spędzić trzecią noc pod gołym niebem, postanowiła rozpocząć schodzenie. "To stało się kwestią przeżycia" - powiedziała.


AFP podkreśliła, że wiadomość o tym, że Denis Urubko i Adam Bielecki wyruszyli z akcją ratunkową, nigdy do Revol nie dotarła.


Swoje zejście opisała jako "ostrożne, spokojne" i to "mimo kompletnie przemoczonych rękawic i przenikliwego zimna". Około godz. 3 nad ranem zobaczyła światło w ciemnościach i zaczęła krzyczeć. "To było niesamowite uczucie" - przyznała.


Zapytana, czy powróci w góry odpowiedziała, że tak. "Bo jest to mi potrzebne do życia" - podsumowała z kliniki w Sallanches w Alpach francuskich, gdzie przechodzi leczenie w związku z poważnymi odmrożeniami obu rąk i lewej stopy.


Do Francuzki, znajdującej się na wysokości 6000-6100 m, w nocy z soboty na niedzielę czasu miejscowego dotarli Bielecki i Urubko. W akcji ratunkowej brali też udział dwaj inni uczestnicy wyprawy na K2 - Jarosław Botor (musi wracać do kraju ze względu na ważne sprawy rodzinne) i Piotr Tomala. Na wysokości około 7200 m pozostał Mackiewicz, który jako pierwszy Polak zdobył zimą Nanga Parbat, zwaną "zabójczą górą".

rejestracja

k2

Lhotse

EVEREST 1 Cichy - Wielicki

EVEREST 2 Wanda Rutkiewicz

EVEREST 8 – Zawada

zawada

GŁÓWNI PARTNERZY

        fundacja zawady         backpackers    pza   pkol              

AMBASADORZY PROJEKTU